sobota, 28 października 2017
wtorek, 25 lipca 2017
Uwierz w siebie
Ilu z nas nie potrafi uwierzyć w swoje możliwości?
Ilu czai się za maską wątpliwości?
Ile osób nie może spojrzeć w lustro na przyćmioną twarz?
Ile widzi blask innych, a swojego nie dostrzega?
Ile osób odchudza się choć nie musi?
Ile chowa się w cieniu innych?
Ilu nie potrafi dostrzec własnego sukcesu?
Ile jest przyćmiewanych?
Ilu odwraca wzrok?
Ilu nie potrafi się podnieść, gdy upadnie?
Ile żałuje tego, że wtedy nic nie zrobił?
Odpowiedzi na te pytania brzmią: "dużo, bardzo dużo". Wiele osób nie potrafi zaakceptować własnego ja. Stara się zmienić, upodabniając się do mylnych ideałów. Prawda jest taka, że jedynie, co może wtedy osiągnąć, to marną podróbkę kogoś innego, zatracając prawdziwego, choć nie perfekcyjnego siebie. Czy jest sens?
(Poddaj mnie próbie, a udowodnię, że jestem silna
Beth Crowley ~ Warrior)
(Nigdy się nie łam, nie kłaniaj
Nigdy nie błagaj, nie wątp
Skillet ~ Back from the Dead)
Nikt nie jest idealny. Ludzie chcący upodobnić się do gwiazd na okładkach, nie zauważają, że są to dzieła photoshopa. Niektórzy patrzą w lustro, po czym głodzą się, wyniszczając organizm. Jeszcze inni chowają się w cieniu i mimo talentu, dają o sobie zapomnieć.
Jesteś jaki jesteś. Nie zmieniaj tego, bo jesteś wyjątkowy. Nie dawaj się pomiatać, bo nie jesteś do tego stworzony. Nie chowaj się w ciemnym zaułku, tylko pokaż na co cię stać. Nie patrz w lustro i nie porównuj się do innych, jesteś wspaniała. Nie poddawaj się, bo zwycięstwo może być tuż za rogiem. Nie trzymaj z ludźmi, którzy przykuwają cię do ziemi, rozwiń skrzydła.
Ja w ciebie wierzę, a ty?
niedziela, 9 lipca 2017
Bezsilność
Stąpał po gruncie, którego nie widział. Szedł drogą, o której nikt nie wiedział. Patrzył na otaczające go rzeczy lecz nic nie potrafił dostrzec. Mówił, ale żaden dźwięk nie wydobywał się ze spierzchniętych ust. Poruszał się ostrożnie, a mimo to cały czas potykał się. Wyciągał rękę przed siebie, a jedyne na co natrafiał to była nicość.
Powoli otworzył oczy, a pierwsze co zobaczył to kurtynę rzęs, a między nią przebłyskiwało białe światło. Szybko zamknął je, dając ukojenie podrażnionym nerwom. Poczuł szarpnięcie, a ból rozszedł się wzdłuż całego ciała. Znów uniósł powieki w celu odszukania przyczyny, ale otaczała go tylko ciemność.
Tępione myśli czekały na promyk nadziei, w najdalszych czeluściach umysłu prowadziły bratobójczą walkę uczuć, nadaremnie licząc na wypuszczenie z więzów zapomnienia. Dusza mroczna, niegdyś władająca nocą, całkowicie wyblakła. Wspomnienia pulsowały i przelatywały przed oczyma lecz na tyle wyraźnie, by nic z nich nie mógł zrozumieć. Był więźniem własnego ciała, choć wokół nie było krat. Towarzyszyła mu grobowca cisza, która zdmuchnęła iskry złudzeń, zostawiając tło łudzącej nadziei.
***
Część zdjęć powstało z wygłupów, ale żeby zapewnić pustkę to tu wstawiam. Dzisiaj kawałek z męskiej perspektywy, żeby nie było protestów o dyskryminację XD Mało tego, powróciłam do pisania książki ^^ a gimnazjum ukończyłam ze średnia ocen 5,43.
Czy jest gorsze uczucie od bezsilności? Kiedy mimo chęci nic nie możesz zrobić? Gdzie samotność ma swoje zalety, to uczucie zabija nas od środka i dusi nikłe światła perspektyw.
poniedziałek, 19 czerwca 2017
Samotność
Samotność jest zachłanna i nie lubi się dzielić. Kiedy już obierze sobie cel, mało kto jest w stanie przed nią uciec. Uzbrojona w pociski smutku, szybko izoluje swoją ofiarę. Podaje jej bezsilność, aby uśpić ducha walki o siebie. Karmi rozczarowaniem wspaniałe ambicje. Ofiarowuje strach, niepozwalający dojść wierze do słowa. Na koniec przyprowadza swoją bezlitosną przyjaciółkę, która nakłada czarne okulary pesymizmu. Kiedy obiekt próbuje wstać, powala go, po czym znów przytula, szepcząc czułe słówka, wmawiając, że przecież tylko ona jest jej towarzyszem. Podaje się za przyjaciela, który w każdej chwili wysłucha, ale przy okazji zatruje i zmieni „na swoje kopyto”.
Samotność... każdy z nas kiedyś to czuł. Ale istnieją dwie strony medalu, jedna określona wyżej jako największe zło, duszące w środku skrajne emocje. Czy druga też taka jest?
Była otoczona ludźmi, lecz czuła się samotna. Otaczała ją harmonia, ale w środku szalała burza uczuć. Z szerokim uśmiechem patrzyła na kolejne dary losu, gdy oczy były pogrążone w agonii. Wydawało się, że wokół szatynki promieniowała aura szczęścia, mimo że macki bezsilności oplatały jej drobne ciało. Pewnie stawiała kolejne kroki na chwiejnym podłożu, który cały czas osuwał jej się spod nóg. Osiągała kolejne sukcesy, pogrążając się w życiu. Wspinała się na szczyt, ale cały czas spadała. W oczętach koloru bezchmurnego nieba, gdzie powinny pląsać iskry, bił przerażający chłód.
Czasem ona naprawdę jest dobrą przyjaciółką, dzięki niej możemy wyciszyć umysł, rozluźnić mięśnie, okryć się ciepłym kocykiem i z kubkiem herbaty w ręce - poukładać roztargnione myśli.
Prawda jest taka, że to zależy od punktu widzenia, raz ją doceniamy i wręcz łakniemy jej towarzystwa, by później znienawidzić jej obecność.
Wróg czy przyjaciel?
Nie jestem dumna z tego postu, bo jest on na zapełnienie pustki. Zdjęcia nie związane tematycznie, zrobione rok temu, nawet nie obrobione...
Ale już w tym tygodniu zakończenie roku szkolnego :D Spodziewajcie się jeszcze gratisa w formie relacji z zielonej szkoły.
niedziela, 23 kwietnia 2017
Ja wciąż żyję
Idziesz pustą ulicą, otoczoną aurą cieni. Gdzieś w tle miga nikle światło lampy. Wokół króluje cisza, dzierży berło spokoju, którego macki Cię opatulają. Stoisz w towarzystwie ciemności, która ukrywa twoje jasne światło przed niebezpiecznym spojrzeniem. Czarne niebo u haftowane w diamentowe gwiazdy, napawa się dumą, widząc w dole jasną postać.
Osobę, która nigdy się nie podda. Osobę, która walczy do końca. Osobę, która nie ulęknie się. Osobę, która przyjmie wyzwanie z chytrym uśmiechem. Osobę, która zgromi wzrokiem wszytko dookoła i powie: "Ja nie dam rady? Ja?! No to patrz jak zwyciężam".
Tą osobą jestem Ja, ale nie tylko, jesteś nią również Ty.
Oto tym motywacyjnym akcentem oznajmiam, że wciąż żyję i powróciłam z większą siłą.
Osobę, która nigdy się nie podda. Osobę, która walczy do końca. Osobę, która nie ulęknie się. Osobę, która przyjmie wyzwanie z chytrym uśmiechem. Osobę, która zgromi wzrokiem wszytko dookoła i powie: "Ja nie dam rady? Ja?! No to patrz jak zwyciężam".
Tą osobą jestem Ja, ale nie tylko, jesteś nią również Ty.
Oto tym motywacyjnym akcentem oznajmiam, że wciąż żyję i powróciłam z większą siłą.
Jesteś gotowy?
piątek, 9 września 2016
Góry 2016 cz.1/3
Hej, część, siemka i tak dalej. A więc bez zbędnych przedłużeń - znów tu się pojawiłam. Jak pisałam w poprzednim poście, ten będzie dotyczył mojego najdłuższego wyjazdu (tak wiem, ja to mam refleks). Zaczynamy:
Dzień 1: Przyjechaliśmy tradycyjnie do Szczawnicy i po obiedzie udaliśmy się na Słowację do Lesnicy (głównie bo chciałam żelki *.*).
Dzień 2: Jak w czwartek w nocy zaczęło lać to ciągnęło to się do niedzieli.
Dzień 3: Nadal pada.
Dzień 4: To samo. Nie mamy do roboty nic innego jak siedzieć w pokojach.
Dzień 5: Przestało :D i udajemy się w dalszą podróż do Niedzicy. Tym razem nie po to, by zwiedzać zamki lecz do parku miniatur, a nawet dwóch: Śladami objawień Maryi i Zamków (wszystkich miniatur tym razem nie wstawię). Jednak mój brat bardziej zainteresował się parkiem liniowym (znowu ;-;), więc to była dodatkowa atrakcja. Po całym dniu udajemy się do Małego Cichego (oczywiście już w deszczu).
Dzień 6: Z Siwej Polany ruszyliśmy zielonym szlakiem Doliną Chochołowską (najdłuższą i największą doliną w polskich Tatrach). Asfaltowa droga prowadzi przez rozległą polanę z szałasami około 4 km przez Polanę Krytą. Później dochodzimy do Polany Huciskiej, gdzie można zrobić postój, usiąść na ławeczkach i wsłuchiwać się w płynący przy niej potok (który nie raz towarzyszy). My akurat byliśmy tam po deszczach więc gdzieniegdzie droga była pokryta błotem (oczywiście tam, gdzie nie ma asfaltu). Kolejnymi stacjami są: Polana Trzydniówka i cel wędrówki czyli Polana Chochołowska 1105 m n.m.p. Oczywiście na tym nie poprzestaliśmy i przeszliśmy się jeszcze kawałek czerwonym szlakiem do Schroniska Górskiego PTTK na Polanie Chochołowkiej im. Jana Pawła II (gościł tam sam Ojciec Święty co można wyczytać z tabliczek poświęconych mu na tym terenie) - 1146 m n.p.m. Podróż do niego to jakieś 10 km (w jedną stronę) od wejściówek (płatnych, w końcu park narodowy).
Dzień 7: Wybraliśmy się do Doliny Strążyskiej - 1029 m n.p.m., spacerek do jej sedna nie jest długi, więc szybko dotarliśmy do polany. Dalej ruszyliśmy czarnym szlakiem na Sarnią Skałę - 1377 m n.p.m. Skalisty szlak ozdabiało błoto i drobne strumyczki które potworzyły się po tych ulewach, mimo to nie przeszkadzało to nam dotrzeć na szczyt z którego rozciągał się piękny widok na Tatry. Zeszliśmy z niej do Przełęczy Białego przez który przepływał strumień z wierzchołków. Nic ciekawego tam nie zastając, wróciliśmy się do Czerwonej Przełęczy - 1303 m n.p.m. od której według znaku jest 10 minut na Sarnią Skałę (nie wierzyć)i schodziliśmy drogą, którą wchodziliśmy. Ponownie będąc na Polanie Strążyskiej poszliśmy jeszcze do wodospadu Siklawica. Wracaliśmy tą samą doliną. To jeszcze nie był koniec, przez rywalizację udaliśmy się jeszcze do Doliny Kościeliska, uważanej za najładniejszą ze wszystkich. Niestety ze względu na już późną porę jaskinie były pozamykane :( Spokojnie dotarliśmy do Hali Ornak - 1098 m n.p.m. i padnięci po tylu kilometrach z ulgą udaliśmy się do pensjonatu.
To taka luźniejsza część wyjazdu. W porównaniu z następnymi dniami to co przeszliśmy do tamtej pory to pikuś. Na marginesie znów zaczęłam pisać historię dodaną na bloga w grudniu zeszłego roku (wersja na blogu jeszcze nie była poprawiana, jeśli nie czytałaś/eś to nic nie tracisz), więc jeżeli komuś by się bardzo nudziło to zapraszam.
(krokomierz nie był od początku włączony)
Dzień 7: Wybraliśmy się do Doliny Strążyskiej - 1029 m n.p.m., spacerek do jej sedna nie jest długi, więc szybko dotarliśmy do polany. Dalej ruszyliśmy czarnym szlakiem na Sarnią Skałę - 1377 m n.p.m. Skalisty szlak ozdabiało błoto i drobne strumyczki które potworzyły się po tych ulewach, mimo to nie przeszkadzało to nam dotrzeć na szczyt z którego rozciągał się piękny widok na Tatry. Zeszliśmy z niej do Przełęczy Białego przez który przepływał strumień z wierzchołków. Nic ciekawego tam nie zastając, wróciliśmy się do Czerwonej Przełęczy - 1303 m n.p.m. od której według znaku jest 10 minut na Sarnią Skałę (nie wierzyć)i schodziliśmy drogą, którą wchodziliśmy. Ponownie będąc na Polanie Strążyskiej poszliśmy jeszcze do wodospadu Siklawica. Wracaliśmy tą samą doliną. To jeszcze nie był koniec, przez rywalizację udaliśmy się jeszcze do Doliny Kościeliska, uważanej za najładniejszą ze wszystkich. Niestety ze względu na już późną porę jaskinie były pozamykane :( Spokojnie dotarliśmy do Hali Ornak - 1098 m n.p.m. i padnięci po tylu kilometrach z ulgą udaliśmy się do pensjonatu.
To taka luźniejsza część wyjazdu. W porównaniu z następnymi dniami to co przeszliśmy do tamtej pory to pikuś. Na marginesie znów zaczęłam pisać historię dodaną na bloga w grudniu zeszłego roku (wersja na blogu jeszcze nie była poprawiana, jeśli nie czytałaś/eś to nic nie tracisz), więc jeżeli komuś by się bardzo nudziło to zapraszam.
Do następnego :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)