Hej, część, siemka i tak dalej. A więc bez zbędnych przedłużeń - znów tu się pojawiłam. Jak pisałam w poprzednim poście, ten będzie dotyczył mojego najdłuższego wyjazdu (tak wiem, ja to mam refleks). Zaczynamy:
Dzień 1: Przyjechaliśmy tradycyjnie do Szczawnicy i po obiedzie udaliśmy się na Słowację do Lesnicy (głównie bo chciałam żelki *.*).
Dzień 2: Jak w czwartek w nocy zaczęło lać to ciągnęło to się do niedzieli.
Dzień 3: Nadal pada.
Dzień 4: To samo. Nie mamy do roboty nic innego jak siedzieć w pokojach.
Dzień 5: Przestało :D i udajemy się w dalszą podróż do Niedzicy. Tym razem nie po to, by zwiedzać zamki lecz do parku miniatur, a nawet dwóch: Śladami objawień Maryi i Zamków (wszystkich miniatur tym razem nie wstawię). Jednak mój brat bardziej zainteresował się parkiem liniowym (znowu ;-;), więc to była dodatkowa atrakcja. Po całym dniu udajemy się do Małego Cichego (oczywiście już w deszczu).
Dzień 6: Z Siwej Polany ruszyliśmy zielonym szlakiem Doliną Chochołowską (najdłuższą i największą doliną w polskich Tatrach). Asfaltowa droga prowadzi przez rozległą polanę z szałasami około 4 km przez Polanę Krytą. Później dochodzimy do Polany Huciskiej, gdzie można zrobić postój, usiąść na ławeczkach i wsłuchiwać się w płynący przy niej potok (który nie raz towarzyszy). My akurat byliśmy tam po deszczach więc gdzieniegdzie droga była pokryta błotem (oczywiście tam, gdzie nie ma asfaltu). Kolejnymi stacjami są: Polana Trzydniówka i cel wędrówki czyli Polana Chochołowska 1105 m n.m.p. Oczywiście na tym nie poprzestaliśmy i przeszliśmy się jeszcze kawałek czerwonym szlakiem do Schroniska Górskiego PTTK na Polanie Chochołowkiej im. Jana Pawła II (gościł tam sam Ojciec Święty co można wyczytać z tabliczek poświęconych mu na tym terenie) - 1146 m n.p.m. Podróż do niego to jakieś 10 km (w jedną stronę) od wejściówek (płatnych, w końcu park narodowy).
(krokomierz nie był od początku włączony)

















Dzień 7: Wybraliśmy się do Doliny Strążyskiej - 1029 m n.p.m., spacerek do jej sedna nie jest długi, więc szybko dotarliśmy do polany. Dalej ruszyliśmy czarnym szlakiem na Sarnią Skałę - 1377 m n.p.m. Skalisty szlak ozdabiało błoto i drobne strumyczki które potworzyły się po tych ulewach, mimo to nie przeszkadzało to nam dotrzeć na szczyt z którego rozciągał się piękny widok na Tatry. Zeszliśmy z niej do Przełęczy Białego przez który przepływał strumień z wierzchołków. Nic ciekawego tam nie zastając, wróciliśmy się do Czerwonej Przełęczy - 1303 m n.p.m. od której według znaku jest 10 minut na Sarnią Skałę (nie wierzyć)i schodziliśmy drogą, którą wchodziliśmy. Ponownie będąc na Polanie Strążyskiej poszliśmy jeszcze do wodospadu Siklawica. Wracaliśmy tą samą doliną. To jeszcze nie był koniec, przez rywalizację udaliśmy się jeszcze do Doliny Kościeliska, uważanej za najładniejszą ze wszystkich. Niestety ze względu na już późną porę jaskinie były pozamykane :( Spokojnie dotarliśmy do Hali Ornak - 1098 m n.p.m. i padnięci po tylu kilometrach z ulgą udaliśmy się do pensjonatu.





































To taka luźniejsza część wyjazdu. W porównaniu z następnymi dniami to co przeszliśmy do tamtej pory to pikuś. Na marginesie znów zaczęłam pisać historię dodaną na bloga w grudniu zeszłego roku (wersja na blogu jeszcze nie była poprawiana, jeśli nie czytałaś/eś to nic nie tracisz), więc jeżeli komuś by się bardzo nudziło to zapraszam.
Do następnego :*